Nadwarciańskie opowieści – od pałacu w Pożarowie do dawnego miasta Wartosławia. Relacja z wycieczki UTW

14 czerwca 2024

Czerwcowa wycieczka Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Szamotułach prowadziła do miejsc położonych zaledwie kilkanaście kilometrów od Wronek, które – choć znajdują się tak blisko – wciąż pozostają mało znane nawet mieszkańcom regionu. Pierwszym i najważniejszym punktem programu był Pożarowo, gdzie dzięki uprzejmości właścicieli mogliśmy zwiedzić zabytkowy folwark, pałac i otaczający go park. Oprowadzającą była prof. Irena Ożóg, współwłaścicielka majątku, która z ogromną pasją opowiadała nie tylko o historii tego miejsca, ale także o trwającej od lat pracy nad jego ratowaniem i przywracaniem dawnej świetności. Jej opowieść była jedną z tych, których słucha się z prawdziwym podziwem.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od dawnego folwarku, zakupionego przez rodzinę Ożogów w 2007 roku. Już przy bocznym wejściu uwagę zwraca budynek dawnej owczarni z zachowaną datą 1879 umieszczoną na szczycie. To właśnie tutaj najlepiej widać filozofię obecnych właścicieli – zachować wszystko, co autentyczne, i przywrócić dawny wygląd zabudowań zamiast zastępować je nowymi elementami.

Z budynków gospodarczych usunięto tynki położone w okresie PRL-u, odsłaniając piękną czerwoną cegłę. Oczyszczono stare brukowane nawierzchnie, zlikwidowano liczne przypadkowe dobudówki i odtworzono historyczny układ całego folwarku. Dziś ponownie tworzą go gorzelnia, spichlerz, obory, owczarnia, rządcówka i pozostałe budynki gospodarcze, które odzyskały dawną harmonię.

Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc jest budynek dawnej obory. Na jego szczycie ponownie działa zabytkowy zegar, a umieszczony na dachu młotek co pół godziny uderza w dzwon, przywracając atmosferę dawnego folwarcznego życia. Na środku podwórza zachowała się natomiast wyprodukowana w Magdeburgu waga, na którą niegdyś wjeżdżały wozy załadowane płodami rolnymi. Dziś jest nie tylko cennym zabytkiem techniki, ale także przypomnieniem o gospodarczym znaczeniu Pożarowa.

Wiele uśmiechu wywołała historia dawnej folwarcznej wygódki dla pracowników. Niewielki budynek z czterema osobnymi wejściami został pieczołowicie odrestaurowany i… otrzymał zupełnie nowe przeznaczenie. Obecnie pełni funkcję chłodni, będąc jednym z najlepszych przykładów twórczego wykorzystania historycznej zabudowy bez naruszania jej oryginalnego charakteru.

Choć zmienił się profil gospodarstwa, folwark nadal żyje. Nie ma już hodowanych tu niegdyś stad owiec, bydła czy trzody chlewnej, ale są kury, perliczki, bażanty i dostojnie spacerujące pawie. W parku mieszkają także trzy lamy i osiołek, które szybko zdobyły sympatię uczestników wycieczki. Dawna rządcówka stała się domem właścicieli, a cały teren zachwyca starannie pielęgnowaną zielenią, kwiatami, pnączami i krzewami, tworzącymi niezwykle harmonijną całość.

Spacer po folwarku był czymś znacznie więcej niż oglądaniem odrestaurowanych budynków. Prof. Irena Ożóg opowiadała o codziennych wyzwaniach związanych z prowadzeniem tak rozległego gospodarstwa i jednoczesnym ratowaniem zabytków. Z jej słów przebijało przekonanie, że odnowa historycznego majątku nie jest jednorazową inwestycją, lecz procesem wymagającym cierpliwości, konsekwencji i ogromnego szacunku dla przeszłości. Trudno było nie odnieść wrażenia, że każdy zachowany fragment muru, każda cegła i każdy bruk mają tu swoją historię, którą właściciele starają się ocalić dla następnych pokoleń.

Dzieje Pożarowa nierozerwalnie związane są z rodziną Kurnatowskich herbu Łodzia, do której majątek należał od połowy XVIII wieku aż do wybuchu II wojny światowej. To właśnie za czasów generała Zygmunta Aleksandra Kurnatowskiego, uczestnika kampanii napoleońskich i dowódcy wojsk Królestwa Polskiego, w 1840 roku wzniesiono pałac na miejscu wcześniejszego dworu. Jego syn, Stanisław Kurnatowski, znany działacz społeczny i gospodarczy, rozbudował rezydencję w latach siedemdziesiątych XIX wieku, nadając jej reprezentacyjny charakter. Ostatni właściciel majątku, Stanisław Hipolit Kurnatowski, unowocześnił zarówno pałac, jak i całe gospodarstwo, czyniąc z Pożarowa jeden z najlepiej prowadzonych majątków ziemskich w tej części Wielkopolski.

Po obejrzeniu folwarku przeszliśmy do pałacu, którego losy mogłyby stać się scenariuszem filmu o ratowaniu zabytków. Obecni właściciele początkowo wcale nie planowali jego zakupu. Gdy w 2009 roku z budynku wyprowadził się Dom Pomocy Społecznej, pałac przez kilka lat pozostawał pusty. Nieużytkowany szybko zaczął popadać w ruinę – pojawił się grzyb, niszczały wnętrza, a parkowy staw zarósł roślinnością. Rodzina Ożogów zamierzała ograniczyć się do prowadzenia folwarku, jednak z czasem dojrzewała myśl, że bez pałacu nie uda się uratować całego historycznego założenia.

W grudniu 2014 roku zdecydowali się przystąpić do przetargu. Początkowo planowali jedynie zabezpieczyć budynek i uporządkować jego otoczenie. Los zdecydował jednak inaczej. Zaledwie dwa tygodnie po zakupie częściowo zawalił się dach pałacu. W tej sytuacji nie było już odwrotu – zapadła decyzja o kompleksowym ratowaniu obiektu. Od 2015 roku trwają kolejne etapy remontu, prowadzone przede wszystkim przez niewielkie rodzinne firmy rzemieślnicze. Dzięki temu wiele prac wykonywanych jest tradycyjnymi metodami, z ogromnym poszanowaniem historycznej substancji budynku.

Podczas zwiedzania prof. Irena Ożóg wielokrotnie podkreślała, że ich celem nie było stworzenie nowego pałacu, lecz ocalenie tego, co przetrwało. W wielu miejscach pozostawiono oryginalne elementy konstrukcyjne, odsłonięto dawne detale architektoniczne, odtworzono sztukaterie i stolarkę, jednocześnie wyposażając obiekt w najnowocześniejsze, ekologiczne rozwiązania techniczne. Dzięki temu historia harmonijnie łączy się tutaj ze współczesnością.

Sam pałac powstał w 1840 roku na miejscu wcześniejszego dworu, którego XVII-wieczne piwnice zachowały się pod środkową częścią budynku. Kolejne przebudowy odzwierciedlały zmieniające się potrzeby właścicieli. W latach osiemdziesiątych XIX wieku dobudowano dwie kondygnacje wieży, taras od strony północnej, nową klatkę schodową i zaplecze kuchenne. Na początku XX wieku wnętrza otrzymały bogate sztukaterie, doprowadzono bieżącą wodę i centralne ogrzewanie. Był to wówczas jeden z najnowocześniejszych pałaców ziemiańskich w Wielkopolsce.

Po II wojnie światowej zniknęło niemal całe wyposażenie rezydencji. W różnych okresach mieściły się tu mieszkania, przedszkole i sklep, a od 1971 roku Dom Pomocy Społecznej. Choć w tym czasie prowadzono remonty, dostosowywano budynek przede wszystkim do bieżących potrzeb użytkowników. Dopiero obecne prace przywracają mu dawny charakter i pozwalają odkrywać piękno architektonicznych detali.

Nie mniej zachwycający od samego pałacu jest otaczający go park krajobrazowy, pielęgnowany z niezwykłą troską. Wszystkie drzewa zostały zinwentaryzowane, a najcenniejsze objęto specjalistycznymi zabiegami konserwatorskimi. Pani profesor opowiadała o nich z prawdziwą czułością, przekonując, że każde stare drzewo jest świadkiem historii tego miejsca.

Szczególnie poruszająca była historia jednego z najstarszych w Polsce tulipanowców amerykańskich, posadzonego około 1880 roku. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że drzewa nie uda się uratować, dziś jednak, dzięki specjalistycznym zabiegom, znów zachwyca swoim wyglądem. Podobną decyzję właściciele podjęli wobec około trzystuletniego platana klonolistnego, który wrósł w jedną z późniejszych przybudówek pałacu. Choć uzyskali zgodę na wycięcie drzewa, postanowili rozebrać fragment budynku, pozostawiając przy życiu cenny pomnik przyrody. Trudno o lepszy przykład pokazujący, że podczas rewitalizacji tego miejsca przyroda i zabytki traktowane są z jednakowym szacunkiem.

Odtworzono również historyczną lipową aleję prowadzącą od bramy wjazdowej do pałacu oraz oczyszczono parkowy staw, który ponownie stał się ozdobą całego założenia. Spacer po cienistych alejkach pozwala zrozumieć, dlaczego park w Pożarowie uznawany jest za jedno z najpiękniejszych założeń krajobrazowych w tej części Wielkopolski.

Opuszczaliśmy Pożarowo z przekonaniem, że byliśmy świadkami czegoś wyjątkowego. To nie jest miejsce, w którym zakończono remont i postawiono kropkę. To żywy organizm, który każdego roku odzyskuje kolejne fragmenty swojej historii dzięki ludziom wierzącym, że zabytki najlepiej chroni się nie przez zamykanie ich za muzealnymi drzwiami, lecz przez przywracanie im życia.

Pożarowo było najważniejszym punktem naszej wyprawy, jednak na tym odkrywanie okolic Wronek się nie zakończyło. Kolejnym przystankiem było Pakawie – niewielka, malowniczo położona wieś nad jeziorem, której historia sięga XIII wieku. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z 1284 roku, kiedy należała do rozległych dóbr Tomisława z Szamotuł. Dziś urzeka przede wszystkim ciszą i pięknym krajobrazem. Jezioro zachęca do odpoczynku, choć nie ma tu zorganizowanego kąpieliska, a kończąca się we wsi asfaltowa droga sprawia, że miejsce zachowało swój spokojny, niemal sielski charakter.

O Pakawiu opowiadała nam dr Agnieszka Krygier-Łączkowska, która podczas dalszej części wycieczki pełniła rolę przewodnika. Jak zawsze potrafiła połączyć rzetelną wiedzę historyczną z lokalnymi ciekawostkami i legendami, dzięki czemu nawet niewielkie miejscowości nabierały wyjątkowego charakteru.

Nie zabrakło także opowieści o Napoleonie, z którym okolice Pożarowa i Pakawia wiążą dwie interesujące legendy. Według pierwszej właściciel Pożarowa z rodu Kurnów miał pomóc wojskom Napoleona przeprawić się przez Wartę w okolicach Lubowa. W nagrodę cesarz Francuzów miał nadać mu szlachectwo oraz pozwolić używać nazwiska Kurnatowski. Historycy traktują tę opowieść jako piękną legendę, jednak od pokoleń jest ona częścią lokalnej tradycji.

Druga legenda tłumaczy pochodzenie nazwy Pakawie. Mówi ona, że właśnie tutaj Napoleon zatrzymał się na odpoczynek i wypił filiżankę kawy. Gdy ruszał w dalszą drogę, mieszkańcy mieli powiedzieć, że cesarz odjechał „po kawie”. Choć trudno doszukiwać się w tej historii faktów, z pewnością dodaje ona tej niewielkiej miejscowości uroku.

Następnie udaliśmy się do Biezdrowa, jednej z najstarszych miejscowości w gminie Wronki, znanej przede wszystkim z Sanktuarium Świętego Krzyża i św. Mikołaja. Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą również z 1284 roku, a obecny kościół został wzniesiony w pierwszej połowie XV wieku jako świątynia gotycka. Kolejne przebudowy sprawiły, że uzyskał plan krzyża, jednak do dziś zachował wiele cennych elementów dawnej architektury.

Najważniejszym zabytkiem świątyni jest słynny drewniany krucyfiks z XVI wieku, od wieków otaczany kultem. Z jego pojawieniem się w Biezdrowie wiąże się piękna legenda o pielgrzymie, który niósł krzyż z Częstochowy, usłyszawszy tajemniczy głos: „Bież zdrowo do domu swego, ale mnie weź z sobą”. Zmęczony wędrowiec miał jednak pozostawić krzyż nad strumieniem, gdzie odnalazła go niewidoma dziewczyna. Obmywszy oczy wodą, odzyskała wzrok, a usłyszane przez nią słowa „Bież zdrowo” miały dać początek nazwie miejscowości. Choć legenda nie znajduje potwierdzenia w źródłach historycznych, od stuleci stanowi ważny element miejscowej tradycji.

We wnętrzu świątyni zwróciliśmy uwagę również na kaplice związane z rodami Kwileckich i Kurnatowskich. W jednej znajduje się ołtarz Świętej Rodziny ufundowany przez Kwileckich, w drugiej – ołtarz z obrazami Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Stanisława, pod którą mieści się rodzinny grobowiec Kurnatowskich. Cennym zabytkiem jest także późnorenesansowy nagrobek Stanisława Bobolickiego z Bnina z 1622 roku oraz zabytkowa dębowa skrzynia z XVI–XVII wieku, z którą również wiąże się miejscowa legenda.

Wyjątkowym przeżyciem było wejście na wieżę kościoła oraz możliwość zobaczenia podziemi z grobowcami rodzinnymi. Było to możliwe dzięki życzliwości ks. Stanisława Wawrzyniaka, proboszcza parafii, absolwenta Liceum Ogólnokształcącego im. Piotra Skargi w Szamotułach, który serdecznie przyjął naszą grupę i otworzył miejsca na co dzień niedostępne dla zwiedzających. Za tę gościnność i poświęcony czas składamy Księdzu serdeczne podziękowania.

Ostatnim etapem naszej wycieczki był Wartosław. Zanim rozpoczęliśmy zwiedzanie, zatrzymaliśmy się na dłuższy odpoczynek w Hotelu Wartosław, mieszczącym się w starannie odrestaurowanym budynku dawnej szkoły. Jedni uczestnicy wybrali obiad, inni kawę i domowe ciasta. Była to chwila wytchnienia po intensywnym zwiedzaniu, a jednocześnie okazja, by porozmawiać o miejscach, które zdążyliśmy już zobaczyć.

Po posiłku wyruszyliśmy na spacer z dr Agnieszką Krygier-Łączkowską, odkrywając historię miejscowości, która potrafi zaskoczyć nawet mieszkańców naszego regionu. Niewiele osób wie, że dzisiejszy Wartosław przez blisko sto lat posiadał prawa miejskie. Założył go w 1781 roku Łukasz Bniński na terenach należących do dóbr biezdrowskich. Była to lokacja „na surowym korzeniu”, czyli na obszarze wcześniej niezamieszkałym. Od początku funkcjonowały dwie nazwy – polska Wartosław i niemiecka Neubrück („Nowy Most”), przypominająca o istniejącym niegdyś moście na Warcie oraz licznej społeczności niemieckiej. Most zniknął ponad dwieście lat temu, a dziś z położonym na drugim brzegu Krasnobrzegiem miejscowość łączy przeprawa promowa.

Podczas spaceru zwróciliśmy uwagę na zachowany do dziś niezwykle regularny układ urbanistyczny dawnego miasteczka. Wartosław składa się z pięciu równoległych pasów zabudowy przedzielonych czterema ulicami i Strugą Ostroroską, która kilkaset metrów dalej wpada do Warty. To rzadko spotykany przykład osiemnastowiecznego założenia urbanistycznego, czytelnego do dziś.

Przez ponad sto lat obok siebie mieszkali tutaj Polacy, Niemcy i Żydzi, a znacznie wcześniej swoje ślady pozostawili przedstawiciele kultury łużyckiej, których cmentarzysko odkryto w pobliżu Jeziora Pożarowskiego. Ta różnorodność sprawiła, że w ramach projektu Wielkopolskie Wioski Tematyczne Wartosław otrzymał nazwę „Wioski Czterech Kultur”. Przy wjeździe do miejscowości stoją rzeźby przedstawiające przedstawicieli wszystkich czterech społeczności, a rozmieszczone w różnych punktach tablice pomagają poznać bogatą historię tego miejsca.

Zwiedziliśmy dawny kościół ewangelicki, wybudowany w 1854 roku w stylu neogotyckim dla utworzonej trzy lata wcześniej parafii ewangelickiej. Po II wojnie światowej świątynia została przejęta przez parafię w Biezdrowie i dziś nosi wezwanie Najświętszego Serca Jezusowego. Obok zachowała się dawna pastorówka oraz uporządkowany cmentarz ewangelicki, odnowiony dzięki zaangażowaniu społeczników, między innymi członków Towarzystwa Miłośników Kultury Ziemi Wronieckiej.

Na drugim krańcu miejscowości zatrzymaliśmy się przy późnobarokowej kaplicy pw. Świętej Trójcy i św. Łukasza Ewangelisty. Ta szachulcowa budowla z końca XVIII wieku również ma swoją legendę. Według miejscowego podania została nocą przeniesiona z Sierakowa na polecenie Łukasza Bnińskiego, ponieważ pruskie władze nie wyrażały zgody na budowę nowej świątyni. Obok kaplicy znajduje się niewielki cmentarz, przypominający o najstarszych mieszkańcach Wartosławia.

Spacer zakończyliśmy z przekonaniem, że Wartosław to znacznie więcej niż spokojna nadwarciańska wieś. To miejsce o niezwykle bogatej historii, w której przeplatają się dzieje różnych narodów, wyznań i kultur. Dzięki opowieściom dr Agnieszki Krygier-Łączkowskiej mogliśmy spojrzeć na tę miejscowość zupełnie inaczej – dostrzec ślady dawnego miasta, odkryć jego niezwykły układ przestrzenny i zrozumieć, jak wiele historii kryje się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Szamotuł.

Udostępnij na facebooku