Śladami olędrów w północnej części Puszczy Noteckiej. Wyjazd edukacyjny UTW

24 sierpnia 2021

Była to jedna z tych wycieczek, podczas których krajobraz staje się książką, a każdy kolejny przystanek dopisuje następny rozdział historii. Autorski program przygotowany przez etnografa Witolda Przewoźnego poświęcony był olędrom – ludziom, którzy od początku XVII wieku na trwałe zmienili oblicze doliny Noteci i północnej części Puszczy Noteckiej.

Choć nazwa „olędrzy” wywodzi się od pierwszych osadników przybyłych z Niderlandów, z czasem obejmowała także kolonistów pochodzących z różnych części Europy. Łączyły ich nie narodowość, lecz umiejętności. Potrafili osuszać bagna, regulować stosunki wodne, karczować lasy i zakładać gospodarstwa tam, gdzie inni widzieli jedynie mokradła i nieużytki. W zamian otrzymywali wolność osobistą, samorząd oraz dziedziczne prawo użytkowania ziemi. Dzięki ich pracy powstały wsie, których układ do dziś można odczytać w krajobrazie nadnoteckim.

Przez cały dzień opowieść przewodnika towarzyszyła uczestnikom zarówno podczas zwiedzania, jak i przejazdów autokarem. Było to prawdziwe seminarium wyjazdowe, podczas którego historia nie zamykała się w muzealnych gablotach, lecz pozostawała obecna w mijanych wsiach, starych drogach, cmentarzach i samotnych gospodarstwach.

Pierwszym przystankiem był Czarnków. Z punktu widokowego w tzw. Szwajcarii Czarnkowskiej rozciągała się panorama doliny Noteci – rzeki, która przez stulecia wyznaczała rytm życia mieszkańców tych ziem. Z tej perspektywy łatwo było zrozumieć, dlaczego zagospodarowanie rozległych terenów zalewowych wymagało wyjątkowych umiejętności.

W centrum miasta uczestnicy obejrzeli trójwymiarowy mural poświęcony urodzonemu w Czarnkowie malarzowi Wacławowi Taranczewskiemu. Artysta zdaje się wychodzić z obrazu, trzymając pędzel, którym maluje panoramę rodzinnego miasta z jego najważniejszymi zabytkami – kościołem św. Marii Magdaleny, ratuszem, spichlerzem i charakterystyczną wieżą ciśnień.

Na rynku czekał jeszcze jeden mieszkaniec Czarnkowa – Janko z Czarnkowa, XIV-wieczny kronikarz i podkanclerzy koronny. Jego postać przypomina o człowieku, dzięki któremu znamy wiele wydarzeń z czasów Kazimierza Wielkiego i Ludwika Węgierskiego.

Zwiedzanie miasta zakończyła wizyta w późnogotyckim kościele św. Marii Magdaleny. W jego wnętrzu gotycka architektura spotyka się z bogatym wystrojem barokowym. Szczególne wrażenie robią kaplice grobowe rodu Czarnkowskich z renesansowymi nagrobkami oraz unikatowa cynowa trumna wojewody Adama Sędziwoja Czarnkowskiego – jeden z najcenniejszych zabytków sztuki sepulkralnej w Polsce.

Dopiero za Czarnkowem rozpoczęła się właściwa podróż śladami olędrów. W Zofiowie przewodnik zwracał uwagę nie tyle na pojedyncze zabytki, ile na cały krajobraz – długie pasy pól, rowy odwadniające, rozproszoną zabudowę. To właśnie tutaj najlepiej widać, że olędrzy nie walczyli z przyrodą. Starali się ją zrozumieć i wykorzystać jej naturalne warunki.

Najdłuższy postój zaplanowano w Nowych Dworach, jednej z najstarszych osad olęderskich w tej części Wielkopolski. W 1601 roku Jan Czarnkowski sprowadził tutaj mennonitów z holenderskiej Fryzji. Osadnicy utworzyli własną wspólnotę religijną, a z czasem wznieśli zbór, który pod koniec XVIII wieku zastąpiła istniejąca do dziś drewniana świątynia. We wnętrzu zachowały się niewielkie witrażyki herbowe dawnych sołtysów – Drevesa Kruegera i Andresa van Lossera z 1615 roku, należące do najstarszych materialnych świadectw obecności holenderskich kolonistów na tych ziemiach.

Jeszcze większe wrażenie wywarł dawny cmentarz mennonicki, ukryty pośród drzew. Zachowane płyty nagrobne i żeliwne krzyże przypominają o ludziach, którzy przez ponad trzy stulecia tworzyli historię tej okolicy. Obok znajduje się jedno z najlepiej zachowanych gospodarstw olęderskich w Polsce. Drewniany dom i zabudowania gospodarcze nadal stoją w miejscu wybranym przez pierwszych osadników ponad dwieście lat temu, zachowując dawny układ całego siedliska.

Przejeżdżając przez Folsztyn, uczestnicy poznali historię kolejnej osady założonej około 1600 roku przez Zofię z Herburtów Czarnkowską. Dawna nazwa Fulsztyndorff Olendrowie przypominała rodzinne strony fundatorki, natomiast zachowany do dziś układ wsi pokazuje, jak starannie planowano osady zakładane na terenach zalewowych.

W Wieleniu opowieść przewodnika nabrała szerszego wymiaru. To właśnie stąd właściciele okolicznych dóbr kierowali akcją osadniczą, sprowadzając kolejnych kolonistów nad Noteć i do wnętrza Puszczy Noteckiej. Dzięki ich pracy rosły dochody majątków, rozwijało się rolnictwo, a tereny uważane wcześniej za nieprzydatne stawały się jednymi z najlepiej zagospodarowanych w regionie. Warto było również zajrzeć do ufundowanego przez Zofię Czarnkowską kościoła św. Michała Archanioła z pięknym polichromowanym wnętrzem.

Niezwykle malowniczo prezentowały się Marianowo i Herburtowo. Marianowo, położone wysoko nad doliną Noteci, zachowało charakterystyczne zagrody o konstrukcji szachulcowej, których zamknięty układ sprawia niemal obronne wrażenie. Z kolei w Herburtowie uczestnicy obejrzeli dawny mennonicki zbór z 1772 roku, obecnie kościół Matki Bożej Siewnej. Kilkadziesiąt metrów dalej, wśród zarośli, znajduje się stary cmentarz olęderski. Witold Przewoźny zachęcał, by na chwilę zatrzymać się przy zachowanych nagrobkach i pomyśleć o ludziach, którzy przez wieki nazywali tę ziemię swoim domem.

W Drezdenku uczestnicy odwiedzili Muzeum Puszczy Noteckiej mieszczące się w XVIII-wiecznym szachulcowym spichlerzu. Zgromadzone tam zbiory doskonale uzupełniły opowieść o historii regionu i dawnych mieszkańcach puszczy. Przewodnik przypomniał również dzieje miasta, którego potężna twierdza, zbudowana na początku XVII wieku według projektu holenderskiego inżyniera Mikołaja de Kampa, przez wiele lat strzegła przepraw przez Noteć.

Zwieńczeniem wyjazdu był pobyt w Olandii w Prusimiu. Nazwa tego niezwykłego miejsca nie jest przypadkowa – nawiązuje do dziedzictwa olędrów i pamięci o ludziach, którzy przed wiekami zagospodarowali znaczną część zachodniej Wielkopolski. Po wspólnym obiedzie i spacerze przyszedł czas na ostatnią opowieść. Witold Przewoźny mówił o końcu świata olędrów – o utracie dawnych przywilejów, stopniowej asymilacji, zmianach politycznych i wydarzeniach II wojny światowej, które sprawiły, że ich wsie opustoszały lub utraciły swój dawny charakter.

Wracaliśmy z przekonaniem, że ślady olędrów nie ograniczają się do kilku zabytków. Są obecne w krajobrazie, układzie pól, starych drogach, cmentarzach i drewnianych domach. Trzeba tylko umieć je dostrzec. Dzięki niezwykłej wiedzy i pasji Witolda Przewoźnego uczestnicy tej wycieczki nauczyli się odczytywać tę opowieść zapisaną w krajobrazie Puszczy Noteckiej.

Udostępnij na facebooku