Warsztaty ikonopisania na Uniwersytecie Trzeciego Wieku – podsumowanie w roku jubileuszu

Szamotulski Uniwersytet Trzeciego Wieku proponuje studentom różne formy aktywności. Jedną z nich jest ikonopisanie, które od 2017 r. niezmiennie prowadzi znany i ceniony szamotulski artysta Jarosław Kałużyński. Pod jego okiem w kolejnych latach powstały następujące ikony:

– 2017 r. – Mandylion, ikona ikon, oblicze Chrystusa wpisane w nimb krzyżowy, ukazane na chuście;

– 2018 r. – Michał Archanioł, najważniejszy anioł, symbolizujący siłę i walkę ze złem;

– 2019 r. – Matka Boska Kazańska;

– 2020 r. – Nie opłakuj mnie, Matko;

– 2021/22 r. – Matka Boża Pocieszenia „Szamotuł Pani”,

Święty Mikołaj Cudotwórca;

– 2022/23 r. – Święty Jerzy walczący ze smokiem,

Matka Boża Ostrobramska;

– 2023/24 r. – Chrystus Pantokrator, 

                     Umilenie według Jerzego Nowosielskiego, czyli wizerunek Madonny z

tulącym się do niej Dzieciątkiem.

Dzięki uprzejmości dyrektora Michała Kruszony zajęcia odbywają się w Spichlerzu Muzeum – Zamek Górków, miejscu bardzo klimatycznym, ale przede wszystkim – dzięki oknom dachowym – dobrze doświetlonym.

Od roku akademickiego 2022/2023 grupa nosi nazwę „Sankir”, która dla laika może brzmi obco, ale jest ściśle związana z ikonopisaniem, oznacza bowiem ,,ton pod wizerunek”, czyli ciemny podkład, odpowiedni w barwie do efektu, który zamierza się osiągnąć.

Grupa ,,Sankir” miała już swoją pierwszą wystawę. W czerwcu 2023 r., z okazji 15-lecia Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Szamotułach, w szacownych murach Zamku Górków można było podziwiać piękne ikony, które powstały w ramach prowadzonych przez Jarosława Kałużyńskiego warsztatów. Zobaczyć własne prace wiszące w sali, w której prezentowana jest stała kolekcja ikon – bezcenne!

Proces powstawania ikony jest żmudny, wymaga skupienia, dokładności  i ogromnej cierpliwości. Postaram się przedstawić w największym skrócie kolejne etapy naszej pracy.

Zacząć trzeba od przygotowania podobrazia, koniecznie z drewna liściastego klejonego z desek w układzie prawo – lewo. Dla usztywnienia z tyłu powinny się znaleźć szpongi, czyli poprzeczne listwy wstawione na „jaskółczy ogon”. Drewno należy pokryć trzykrotnie klejem zrobionym z żelatyny, by potem móc przykleić na nim gazę, którą z kolei trzeba pomalować specjalnym gruntem. Warstw gruntu musi być co najmniej dziesięć. Gdy wszystko porządnie wyschnie, można przystąpić do szlifowania podobrazia. Po tych wstępnych pracach deska powinna jeszcze „odpocząć”. Kolejna czynność to przeniesienie „podlinnika”, czyli wzoru ikony, na podobrazie. Rysunek ów należy wyryć na desce za pomoca ostrego rylca. Dopiero teraz można przejść do złocenia (złoto w ikonie jest symbolem Boskiej niedostępnej światłości). Najpierw jednak należy odtłuścić podłoże,  pokryć elementy przeznaczone do złocenia szelakiem, potem mikstionem olejnym i, gdy ten lekko podeschnie (trudność sprawia uchwycenie odpowiedniego momentu), nałożyć szlagmetal, docisnąć go i wypolerować. Konieczne jest jeszcze ponowne pokrycie pozłoty szelakiem. Na koniec, aby złoto przyjmowało farbę, trzeba nanieść na nie żółć wołową. Dopiero po tych żmudnych czynnościach można przystąpić do malowania (a jeśli ktoś woli – pisania), np. temperami. Jako medium stosuje się żółtko rozmieszane z wodą w proporcjach 1:5. Dodaje się je do farb w celu ich rozrzedzenia do pożądanej konsystencji. Pierwszą warstwę farb zwykle nanosi się metodą tzw. plamy kontrolowanej. Z reguły nakłada się 2 lub 3 warstwy (od najciemniejszej do najjaśniejszej). A potem przychodzi najtrudniejsze, czyli nadanie indywidualnego charakteru przedstawianej postaci. Jeszcze tylko nazwanie ikony, czyli wykonanie napisów, i już ostatnia czynność – werniksowanie (mające na celu zabezpieczenie ikony), które niekiedy uzupełniane jest patynowaniem. W trakcie pracy nad ikoną nie można zapomnieć o tych, dość wymagających, zasadach ikonopisania. Jednak aby tworzenie ikony zakończyło się sukcesem, trzeba przede wszystkim zrozumieć, co jest jej zasadniczym zadaniem.

Za namową mojej koleżanki Halinki – której ikony szczerze podziwiałam – postanowiłam i ja spróbować tej dla mnie zupełnie nowej dziedziny sztuki. Przyznam szczerze, że po pierwszych zajęciach nie bardzo wierzyłam w powodzenie. Przerażał mnie nie tyle ogrom pracy, ile świadomość, że potrzeba tu wyciszenia, dbałości o szczegóły i cierpliwości, a to – jak sądziłam – nie są moje mocne strony. Sam proces powstawania ikony uznałam za dość skomplikowany. Na szczęście prowadzący zajęcia zamówił dla naszej grupy (same panie) gotowe podobrazia, więc po krótkiej części teoretycznej i wprowadzeniu w odpowiedni nastrój (muzyka cerkiewna) zaczęłyśmy od razu od naniesienia podlinnika na deskę i utrwalenia go przy pomocy rylca. Wydawało się to proste, ale dopiero później zrozumiałam, że dokładność bardzo się opłaca. Na tym etapie nie odczuwałam jeszcze satysfakcji. Jednak kiedy na desce pojawiło się złocenie… wszystko się zmieniło. W miarę upływu czasu moja motywacja wzrastała. Można powiedzieć, że zaczęłam pisać sercem. Zrozumiałam też, że jeśli chcę jakieś drobne elementy wykonać dokładnie (wzrok już nie ten), mogę posłużyć się lupą. Gdy pojawiały się trudności, np. z doborem farb, nasz Mistrz służył pomocą. A czasem kolejny raz tłumaczył to samo z wprost anielską cierpliwością. Chwała mu za to. Mogłam też liczyć na bardziej doświadczone w tej dziedzinie koleżanki, których pracę podpatrywałam. Na zakończenie warsztatów czekała nas miła niespodzianka. Prowadzący zajęcia Jarek Kałużyński przygotował dla każdej uczestniczki specjalny dyplom, natomiast od dyrektora Michała Kruszony dostałyśmy albumy poświęcone kolekcji ikon w Muzeum – Zamek Górków. Byłam zaskoczona i wzruszona. Poczułam się doceniona, a to bardzo przyjemne uczucie. Dzisiaj na swoim koncie mam już 6 ikon i jedną wystawę zbiorową, która była dla mnie i mojej rodziny wielkim wydarzeniem. Przekonałam się do tej trudnej dziedziny sztuki, a przeznaczony na spotkania warsztatowe czas daje mi mnóstwo satysfakcji z wielu powodów, w tym także ze względu na bardzo sympatyczną atmosferę.

Uzupełnieniem do niniejszego artykułu niech będą osobiste wrażenia studentek oraz prowadzącego warsztaty.

Ewa Stanke

Ikony fascynowały mnie od dawna. Wiele pięknych widziałam w cerkwiach i monastyrach na Białorusi, a ostatnio w Czarnogórze. Podziwiając je, nie sądziłam, że kiedykolwiek sama je napiszę. Nie bardzo wierzyłam w swoje siły. Jednakże zapisałam się na warsztaty, aby zobaczyć cały długotrwały proces powstawania ikony. Okazało się, że warsztaty ikonopisania przy takim nauczycielu jak MISTRZ Jarek Kałużyński były dla mnie samą przyjemnością i niezwykłym duchowym przeżyciem. Nasz mentor bardzo solidnie przekazywał swoją bogatą wiedzę i doświadczenie na temat ikon. Z wielką pasją opowiadał o ich twórcach i stylach. Atmosfera podczas warsztatów była wyjątkowa, pełna skupienia, wyciszenia, jednakże mogłyśmy w każdej chwili zasięgnąć porady u naszego Mistrza. Pisanie ikon nauczyło mnie cierpliwości i pokory. Nie mam aż takich zdolności plastycznych, ale jestem wrażliwa na piękno, a pisanie ikon to przede wszystkim spojrzenie na piękno i sztukę. Najtrudniejsze dla mnie było wydobycie głębi płynącej z oczu. I tu z pomocą przychodził nasz nauczyciel. Jego spokój, ciepło i warsztat pozwoliły mi dokonać niemalże cudu na desce. Czas spędzony na warsztatach to był piękny czas. I na koniec jeszcze te… pyszne rogaliki i ciasteczka. Ja już tęsknię za środą i wierzę, że wkrótce się zobaczymy. Jeszcze raz dziękuję naszemu doskonałemu nauczycielowi i przewodnikowi za cierpliwość i poświęcenie uwagi każdej uczestniczce warsztatów.

Aleksandra Słomińska

Pierwsze ikony wykonałyśmy na warsztatach plastycznych u pani Małgosi Rynarzewskiej. Przygotowałyśmy ikony od podstaw i zachwycił nas proces twórczy. Dlatego skorzystałyśmy z zajęć ikonopisania organizowanych przez pana Jarka Kałużyńskiego. Wykonane ikony zdobią nasze mieszkania i domy naszych dzieci i wnuków. A my uczymy się pracy w ciszy i skupieniu, która nas kształtuje i rozwija.

Halina Sługocka i Regina Piestrzeniewicz

Przeglądając ofertę Uniwersytetu Trzeciego Wieku, zainteresowałam się zajęciami z pisania ikon. Postanowiłam się na nie zapisać, mimo że zdawałam sobie sprawę z mojego braku zdolności plastycznych. Dotychczas sztuki plastyczne były mi bliskie tylko ze względu na osoby Teścia, Męża i Córki, które spełniały się zawodowo w tej dziedzinie. Córka nadal pracuje przy konserwacji zabytków. Na pierwsze zajęcia poszłam z pewną nieśmiałością i rezerwą. Pisanie ikon (jak się przekonałam) wymaga cierpliwości, skupienia i precyzji, co nie jest moim atutem. Pomoc i wskazówki naszego Mistrza pana Jarka Kałużyńskiego dodały mi pewności siebie i pozwoliły pokonać trudności. Ikona jest piękna i jestem z niej dumna. Chętnie zapiszę się na następne zajęcia, bo już jestem trochę zorientowana, na czym polega pisanie ikon, a spędzanie czasu z koleżankami o podobnych zainteresowaniach jest bezcenne i daje dużo radości.

Danuta Sucharska

Warsztaty ikonopisarskie dla Panów i Pań z Uniwersytetu Trzeciego Wieku to dla mnie wyjątkowe przeżycie intelektualne, zawodowe i towarzyskie. Na zajęcia przychodzą nieprzypadkowe osoby. Wszystkie posiadają wrażliwość estetyczną, ciekawość świata i odwagę. Są koleżeńskie, chociaż w jakiś sposób ze sobą rywalizują. Dowodem na to niech będzie fakt, że 7 pań uczestniczyło po raz pierwszy w warsztatach i skończyły ikonę w zaplanowanym czasie.

Warsztaty to też spełnienie moich zawodowych działań w zakresie malarstwa tablicowego. Właśnie ta dyscyplina twórcza pozwoliła mi 14 lat temu na powrót do sztuki po latach pracy w grafice użytkowej. Powtórne odkrycie starożytnych form wypowiedzi i starej technologii to tego powrotu fundamenty.

Pracuję zazwyczaj w samotności. Obok domu mam Pracownię i tam spędzam całe dnie. Jakże odmienne są zajęcia na UTW. Jestem między ludźmi. Muszę być emocjonalnie przygotowany, skupiony i otwarty na innych. To jest wartość dodana. Panie są wymagające, oczytane i ciekawe. Poziom rozmów jest wysoki i daje radość z żywej wymiany spostrzeżeń i poglądów.

Jarosław Kałużyński

Udostępnij na facebooku